stowarzyszenie badań kamiennych kręgów

25/26 lipca 2004 r.

Od przesilenia letniego, działo się w kręgach sporo imprez, pomimo niezbyt udanego lata. W kręgach przeważnie dopisywała nam pogoda.
Kręgi odwiedzało i nadal odwiedza wielu turystów, jak tez ciekawych ludzi.
Chociaż lato po letnim przesileniu nie rozpieszczało nas, to trzeba przyznać że w kamiennych kręgach w Węsiorach pogoda sprzyjała wielu ciekawym imprezom, duchy opiekuńcze dbały o dobrą aurę.

Do ciekawych wydarzeń należy zaliczyć dzień i noc 25/26 lipca. Niedziela 25 lipca odbył się seans terapii dźwiękiem gongu i mis tybetańskich w wykonaniu Adama Lisa z Kalisza. Muszę przyznać, że bardzo byłem ciekawy tego seansu, gdyż po raz pierwszy osobiście się z tym tematem spotkałem. Seans był zaplanowany na godz. 15:00, zapowiedziało się wiele osób, nie licząc turystów, którzy licznie nawiedzali to miejsce w sezonie.

Przed seansem postanowiłem dokonać pomiaru energii kręgów, pomiar rozpoczęliśmy o 14:25, cały zespół kręgów miał polaryzację dodatnią, wibracja również była na bardzo wysokim poziomie 3 oktawy powyżej bieli radiestezyjnej, krótko mówiąc cały zespół był w doskonałej równowadze, pole elektromagnetyczne było na poziomie 00,1 Gaussa, tylko krąg spotkań miał wyższy poziom bo 00,3 Gaussa.

Uczestnicy seansu poukładali się w kręgu głównym na karimatach i kocach, Adam poinstruował wszystkich jak należy się wyluzować, jakie mogą być odczucia, co może się dziać. Punktualnie o godz. 15:00 delikatnym uderzeniem w gong Adam rozpoczął seans, potem następowały kolejne uderzenia w gong, coraz mocniejsze. Powietrze w kręgu zdało się wibrować coraz mocniej, zacząłem odczuwać delikatną wibrację w splocie słonecznym. Zauważyłem że w kręgu pojawiła się złota poświata, była w kształcie półkuli, w pewnym momencie z leżących i siedzących ludzi zaczęła się unosić szaroczerwona mgiełka, zrobiło się jakoś ciężko, rozbolała mnie głowa, krąg zaczął się wypełniać czarno-szaro-czerwoną energią, złota energia została gdzieś wypchnięta, krąg pracował pełną mocą oczyszczając z negatywnych myśli biorących udział w seansie ludzi.

 Wstałem i zacząłem robić zdjęcia, byłem ciekawy czy uda się zarejestrować jakieś energie wydobywające się z ludzi. Muszę przyznać że pogodę mieliśmy wyśmienitą, było słonecznie i ciepło. Adam kładł jednym misy na splocie słonecznym innym kazał trzymać w ręce i delikatnie uderzając w misę wprowadzał indywidualnie energię dźwięku każdemu z uczestników. Dźwięki wydobywające się z mis mimo jednakowej siły uderzenia nie były o jednakowym natężeniu, u każdej osoby brzmiał innym tonem, w zależności od stopnia zabrudzenia energetycznego. Od czasu do czasu podchodził do gongu i wykonywał kilka uderzeń, czyszcząc krąg z brudu energetycznego. Obserwowałem nadal aurę kręgu, nadal był wypełniony ciemnoszarą poświatą. Po ponad godzinie seans dobiegł końca, uczestnicy udali się na parking, na tradycyjne ognisko i pieczenie kiełbasek.

Po seansie wraz z kolega dokonaliśmy ponownego pomiaru energii kręgów, mocno spadła tylko energia kręgu głównego w którym był seans, kolor wibracji kręgu spadł do poziomu fioletu, t.j. o 5 oktaw w dół, pole elektromagnetyczne spadło do poziomu 00,2 Gaussa. Byłem zaskoczony takim spadkiem energii kręgu, świadczyło to ciężkiej pracy energetycznej kręgu. Okazało się, że po około 40 minutach krąg ponownie wrócił na swój poziom sprzed seansu. Po pomiarze udaliśmy się na parking, gdzie już wszyscy siedzieli przy stołach posilając się smacznymi potrawami z Gockiej Chaty, które przygotowały panie Ania i Ala.
Biesiada trwała do północy, ku zadowoleniu wszystkich uczestników, część ludzi pojechała do domów, część została jeszcze na zapowiadane przez Ewę May nocne medytacje w związku z kalendarzem Majów.

Przed przyjazdem grupy Ewy May poszliśmy w kręgi dokonać ponownego pomiaru energii, była taka jak przed seansem z gongiem, było już po 2 w nocy. Pogoda wyraźnie zaczęła się psuć, zaczął siąpić drobny deszcz. Około 3 nad ranem przybyła Ewa May wraz ze swoją grupą, udaliśmy się ponownie z nimi w kręgi, zaczęło już na dobre padać. W strugach deszczu Ewa prowadziła swoje zajęcia, coś nie ma szczęścia do pogody. Przesilenie letnie tez spędzała w deszczu na Ślęży, a my przy pięknej pogodzie w Węsiorach.
Po zajęciach Ewy dokonałem ponownego pomiaru, wszystkie kręgi były w równowadze tylko krąg główny obniżył swoją wibrację o jedną oktawę. O 5:00 nad ranem, pełni ciekawych wrażeń udaliśmy się do domu

Opracował E.L.

Węsiory 14/15 sierpnia 2004

 W poprzedzającym tygodniu umówiliśmy się z Adamem Lisem z Kalisza na trzeci już z kolei koncert, jeżeli to można tak nazwać, na misach i gongu tybetańskim. Tym razem Adam postanowił zagrać tylko dla osób typowo związanych z ezoteryką, chociaż przybyły osoby, które po raz pierwszy zetknęli się z tym tematem. Koncert postanowiliśmy zrobić dla odmiany w kręgu nr. 4. Cały  zespół kręgów pracował na bardzo wysokiej wibracji, a energia kręgu 4 była szczególna, jakby otulała nas swoją opieką. Przygotowaliśmy wspólnie scenerię koncertu w postaci świec i kadzideł.
Koncert rozpoczął się już o zmroku, prawie zaczęły pokazywać się pierwsze gwiazdy na niebie, i uczestnicy tego spektaklu leżący na kocach i karimatach na wznak mogli podziwiać pięknie rozgwieżdżone niebo, delektując się dźwiękami, które Adam wydobywał z mis i gongu, harmonizując haos naszych myśli, a tym samym doprowadzając do ładu punkty energetyczne naszych ciał zwane czakrami.
W pierwszej fazie koncertu nad uczestnikami pojawiła się złota półkula, wręcz zalewająca swoją energią cały krąg i wszystkie leżące osoby, potem zaczęła pojawiać się czerwień i brudna czerwień, aż do brązu, to z naszych postaci wyparowywał brud naszych negatywnych myśli i uczynków. Następnie zalała nas szarość ciężka jak ołów i utrzymywała się dość długo aż do pierwszego uderzenia Adama w misę, gdy rozpoczął indywidualne ładowanie dźwiękiem pierwszej leżącej osoby. Pojawił się nieśmiały dymek ciemnego fioletu, rozjaśnił się i zaczął mocniej „dymić” wypełniając fioletem połowę kręgu, tę północną. Potem na chwilę zrobiło się szaro i ciężko, znów pojawił się fiolet, ale jakiś gęsty i ciemniejszy. Towarzyszył nam już do końca gry.
Nie wiem jak inni to odbierali, bo jeszcze nie mam relacji pozostałych uczestników.
Po koncercie wszyscy udaliśmy się na parking na wcześniej zapowiadane ognisko i pieczenie kiełbasek.
Przy ognisku odbywały się rozmowy o wrażeniach z koncertu. Podziwialiśmy tez przepięknie usiane gwiazdami niebo, wypowiadając w duchu życzenia, gdy zobaczyliśmy spadający meteoryt. Z podziwem oglądaliśmy również poruszające się z niebywała prędkością i wykonujące ciekawe ewolucje na niebie kosmiczne pojazdy, wyglądające jak gwiazdy.
Obserwując usiane gwiazdami niebo, mając w sercu dopiero, co zakończone doświadczenie z dźwiękiem mis i gongu tybetańskiego, cisnęły się na usta słowa wielkiego filozofa z Królewca Emanuela Kanta „ Niebo gwiaździste nade mną, a we mnie prawo moralne”, wiem, że wszyscy odczuwaliśmy w sobie tę myśl wielkiego filozofa.
Mając w sobie ład i porządek niektórzy uczestnicy spotkania, około północy udali się samochodami do domów w Trójmieście. Natomiast autor reportażu, Krzysiu i Janusz w eskorcie Adasia Lisa wirtuoza mis i gongu, Marysi i Danusi mamy Krzysia i innych osób udali się w kręgi na zasłużony odpoczynek. Postanowiliśmy w trójkę, (cyfra 3 ma w kręgach szczególne znaczenie) przespać noc w kręgu nr.4 w śpiworach i przywitać naszą Gwiazdę, bez istnienia, której, nie moglibyśmy żyć doświadczając światła i ciepła.

Pożegnawszy się z Adasiem, Marysią, Danusią mamą Krzysia, przygotowaliśmy sobie łoża do snu. Janusz i ja nie zabraliśmy coś pod głowę, Krzyś natomiast był zapobiegliwszy.
Leżąc na wznak mieliśmy nad sobą piękne niebo z niezliczona ilością gwiazd. W myśli zacząłem prosić duchy opiekuńcze kręgów o spokojny sen i opiekę, szczególnie inwokujac do ducha Strażnika. Powoli zaczął ogarniać mnie spokój, Krzyś tylko przebierał we śnie nogami jakby gdzieś szedł, Janusz już od dłuższej chwili nieźle pochrapywał, pocmokalem chwilę, ale nie przestał chrapać i uznałem, że nie ma to sensu. Nie wiem jak długo spałem, ale przebudziłem się z ciężkim oddechem, miałem wrażenie ze coś mnie przygniata,  w lewym uchu słyszałem pukanie, jakby ktoś pukał w błonę bębenkową, Krzyś nadal przebierał nogami, Janusz chrapał nadal, może bardziej intensywnie. Otworzyłem oczy, nad nami wisiała gęsta mgła, było wilgotno, przesuwały się jakieś trzy cienie, nie odczułem lęku, tylko otrzymałem myśl, że to czyściciele kręgów, porządkują energię kręgu, nadal oddycha mi się ciężko, nie wiem ile upłynęło czasu, cienie zniknęły i pojawił się piękny fiolet, który nas otoczył. Zrobiło się czysto, ciężar znikł, chmura gęstej mgły wisząca nad kręgiem przybrała kolor jaśniejszego fioletu, Krzyś uspokoił się, tylko Janusz piłował drzewo nadal, zasnąłem ponownie.
Przebudził mnie ruch przy mnie, otworzyłem oczy, myślałem czy to jakiś zwierzak się kręci koło nas, ale nie to tylko Krzysiu się obudził i wybierał się nad jezioro, już świtało była 4:30. Krzyś poszedł nad jezioro a ja jeszcze trochę pokimałem do wschodu słońca ( 5:20), Janusz pochrapywał. Poleżawszy chwile też wstałem, przygotowałem aparaty fotograficzne do uchwycenia momentu wschodu słońca w kręgach, ten moment nastąpił o 5:35 około 15-20 minut później od momentu zapisanego w astrokalendarzu, czy udało mi się ten moment uchwycić, ocenicie sami oglądając zdjęcia. Około 7 rano pozbieraliśmy nasze spania i udaliśmy się na parking zjeść jakieś śniadanko. Spakowawszy nasze śpiwory do samochodu, poprosiłem dwie wspaniałe dziewczyny z Gockiej Chaty Anię i jej córkę Alę o przygotowanie pysznej jajecznicy na boczku i gorących herbat dla nas, to było pyszne.
Posiliwszy się około 9:00 udaliśmy się ponownie w kręgi zrobić pomiary energii, słonce już było wysoko i tak cudownie przygrzewało. Usiadłem na karimacie pod północnym kamieniem, twarzą na południe, Krzyś ułożył się samoistnie przy najmniejszym 3-cim kamieniu centralnym, Janusz położył się w zachodnio-północnej krawędzi kręgu.
Rozłożyłem runy, poprosiłem Krzysia i Janusza, żeby lewa ręką wybrali po jednej runie i poleżeli sobie z nimi nie zaglądając, jaka to runa, aż do momentu, gdy poproszę o ich zwrot.
Wziąłem również do ręki runę i zacząłem medytację, po chwili pokazał się obraz słońca a właściwie jego formy energetycznej. Centrum tego obrazu było koloru turkusowego, promieniujące na zewnątrz kolorem od czerwonego złota do jasnożółtego obraz tworzył kwiat życia. Centrum było ziarnem życia, dlatego miało inny kolor. Po dłuższej chwili kwiat życia był już cały złoty wyraźnie promieniując swoimi płatkami, byłem zafascynowany obrazem, jaki oglądałem, było to niewyobrażalnie piękne. Z niechęcią otworzyłem oczy, spojrzałem na trzymana w lewej ręce runę, zaskoczenie moje było całkowite, patrzyłem na runę słońca „Sowilo”. Po chwili odezwał się Krzyś mówił ze pojawił się jemu dziwny symbol, narysował mi go na piasku, poprosiłem żeby mi dał swoją runę, wybrał „Ehwaz”, to niesamowite, bo jak się później okazało, symbol, który zobaczył doskonale pasował do runy wybranej przez Krzysia. Poprosiłem również Janusza o runę, którą on wybrał, była to runa „Raido” rytmu i tańca. Każdy z nas wylosował prawidłową runę, która będzie inspiracją do dalszego działania.

E.L.

Relacja Krzysia  

Leżałem sobie w śpiworze i nagle "Coś" lub "Ktoś" kazał mi wstać. Gdy wstałem zobaczyłem  świecący krąg strażnika. Bardzo mnie to zaszokowało i patrzyłem na to bardzo interesujące zjawisko dość długo. Kiedy już się położyłem zasnąłem na ok.15 minut i gdy jeszcze raz chciałem obejrzeć to zjawisko już go nie było? Szkoda, że nie
miałem aparatu fotograficznego.

Krzysztof Suwiński


 

aktualne fazy księżyca aktualności co się dzieje na naszej gwieźdźie
stat4u