stowarzyszenie badań kamiennych kręgów

Carnac

CARNAC- SPOTKANIE Z MEGALITAMI  BRETANII

Nasza wyprawa miała miejsce w czerwcu 2003 roku .Podróżowaliśmy samochodem po Francji , nocując w namiocie na kempingach, nakręcając 4500 km.  Jeździliśmy cala czwórką, którą tworzyli : żona Basia, córka Kasia (18 lat), syn Maciek  (15 lat) i ja Wojtek ( 45 lat).
Na naszej trasie znalazła się również Bretania. Przedtem jednak, jadąc z Normandii zaliczyliśmy  niesamowita wysepkę Mont St. Michel, która leży na pograniczu tych dwóch wielkich regionowi Francji. W czasie mglistej pogody wynurzyła się przed nami z oceanu. Strzelista, skalista  i tajemnicza. Dojeżdża się  do niej  sztuczna grobla.
Legendy głoszą, ze onegdaj Celtowie wykorzystywali ja na miejsce pochowku, a Druidzi czcili tu Słonce. Naturalne jest wiec  również to, ze w takim miejscu pojawiło się  później  opactwo benedyktyńskie z pięknym kościołem. Uważa się je za miejsce mocy.
Wyspa jest codziennie świadkiem jednych z najwyższych plywow na świecie, gdyż różnica poziomu oceanu potrafi sięgać 16 metrów. W czasie naszej wizyty trwał odpływ i ocean  był niewidoczny. Az po horyzont rozciągało się  piaszczyste dno. Tablice ostrzegały, ze o godz.16,30 biedzie przypływ i samochody należy zabrać z parkingów ( które znajdują się przed wejściem na wyspę).
Wspięliśmy się wąziutka uliczka , która miejscami zamieniała się w strome schody, aż na szczyt. Średniowieczna zabudowa pokrywa cala wysepkę i robi niesamowite wrażenie.  Pomimo, ze jest tam tłum turystów czuje się niezwykłą atmosferę tego miejsca. Można znaleźć tam spokojne i ciche zakątki i przenieść się w inny świat. To miejsce emanuje niezwykła energia i chce się tam wrócić. W uproszczeniu można powiedzieć, ze cala Bretania jest z kamienia. To podstawowy budulec do stawiania domowe, murów i ogrodzeń. Megalityczne prehistoryczne budowle spotkać można na każdym kroku. Na  mapkach turystycznych aż roi się od dolmenów,  menhirówtumulusówaligmentówkromlechów  i jeszcze innych określeń. Warto je sprecyzować,. zgodnie z bretońską nomenklaturą:

dolmeny – to megalityczne monumenty składające z kilku wielkich głazów, ustawionych jeden obok drugiego lub jeden na drugim, uważane za grobowce.

menhiry- to pojedyncze głazy ustawione pionowo

- aligmentsy- to głazy ustawione pionowo  tworzące jeden lub więcej rzędów ( menhiry ustawione w rzędy)

kromlechy-to  menhiry ustawione w kręgi – circle (bardzo rzadkie w Bretanii)

tumulusy-to sztuczne wzgórza usypane z ziemi lub/i  kamieni, często pokrywające grobowce lub dolmeny,

-  megality-to wszystkie prehistoryczne monumenty zrobione z ogromnych głazów

- ( najszersza definicja z powyżej przedstawionych)  

Przy zwiedzaniu Bretanii skupiliśmy się na rejonie zwanym Morbihan. Brzmienie tej  nazwy przywołuje skojarzenie z  Celtami i Druidami, którzy przed wiekami władali ta kraina. Rdzenni Bretończycy mówią w swoim własnym dziwnym języku. W piśmie  bretońskim spotkać można np. litery „o”  i „e” z dwiema kropkami ponad nimi. Nazwy miejscowości podawane sa w dwóch językach.  Nazwy bretońskie  sa  prawdziwa  gratka dla miłośników klimatów  celtyckich, chociaż  de facto za budowniczych megalitow uznaje się lud, który był tutaj jeszcze przed Celtami. Najsłynniejsza miejscowość to oczywiście Carnac, dorównującą popularnością  brytyjskiemu Stonehege.
Dojechaliśmy tam w pełnym słońcu. Trzeba uczciwie powiedzieć, ze wszystkie megality bretońskie sa  szanowane, pieczołowicie utrzymane i opisane. Nie sposób ich nie znaleźć. Drogowskazy bezbłędnie zaprowadziły nas wiec do aligmentów Carnac.
Na długości dwóch kilometrów spotkamy tam kilka tysięcy menhirów ustawionych w 8-9  równoległych rzędach. Ich ilość robi  ogromne wrażenie. Mają zróżnicowana wielkość . Tylko część z nich  odpowiada wysokością naszym polskim menhirom, reszta jest dużo wyższa i większa. Nie ma ich jednak w centrum miejscowości Carnac, lecz sa zgrupowane w kilku miejscowościach graniczących z Carnac, tj. Le Menec, Kermario i Kerlescan.
Niespodzianka jest jednak, ze wszystkie sa ogrodzone i niedostępne dla otwartego zwiedzania.( !!! ). Oglądamy je wiec na odległość, nie mogąc wejść pomiędzy nie, by poczuć ich ewentualne działanie energetyczne. To tak jak lizak lizak przez szybę. Stojąc za ogrodzeniem nic nie odczuwamy.  Tablice informacyjne informują, ze aleje - aligmentsy sa dziedzictwem światowej kultury a ogrodzenie ich  zostało wymuszone koniecznością  ich ochrony. Autorzy tablicy zapewniają , ze cały czas myślą   o polepszeniu warunków ekspozycji menhirów.
Zgrzytamy zębami z wściekłości i jadąc szosa wzdłuż ogrodzenia szukamy  „wyjścia awaryjnego”. Trafiamy na przejście do pawilonu, w którym jest makieta terenu, materiały książkowe i foldery.. Okazuje się również, ze co godzino można w małych grupkach z przewodnikiem wejść na teren za ogrodzeniem ( oczywiście po wykupieniu biletu). Nasza duma badaczy kręgów zostaje urażona. Nie dajemy się  skomercjalizować. Jedziemy wiec dalej.
Pomiędzy miejscowościami Kermario i Krelescan,  trafiamy na boczna drogę i niepozorny drogowskaz do „Geant de Manio” i „Quadrilatere”. Po przejściu pieszo ok. 1  km   natrafiamy w lesie na  6 - metrowy menhir stojący na skraju prostokątnej leśnej polany, obramowanej luźnym murkiem z niewielkich kamieni. To właśnie jest „Olbrzym Manio”. Tym razem teren jest nieogrodzony ( ! )  i możemy wreszcie dotknąć i poczuć moc kamieni.
Moje różdżki wskazują, ze menhir wyznacza centrum energetyczne terenu.
Tuz obok znajdujemy inny niezwykły  kwadratowy „krąg” , zbudowany z ustawionych ciasno obok siebie stosunkowo niewielkich ( jak na tutejsze warunki ) kamieni. ”Quadrilatere” zorientowany jest dokładnie wg kierunków świata. Nie ma żadnego dominującego menhiru, jednak w rogu po  północno - wschodniej stronie znajdujemy zakopany  duży głaz, z którego wystaje tylko plaski bok. Wyznacza on centrum energetyczne dziwnego kręgu. Córka Kasia szybko opuszcza wnętrze kwadratu, twierdząc, ze bardzo źle się w nim czuje.
Wracamy do głównej szosy  i ruszamy dalej w kierunku miejscowości Locmariaquer. Po kilku kilometrach, tuz przed wjazdem do tego miejsca znajdujemy drogowskaz „Mane Lud’. 50-metrow od szosy, obok zagajnika sosnowego trafiamy na  pagórek z doskonale utrzymanym dolmenem o tej nazwie. Wielki prostokątny płaski głaz przykrywa go z góry. Reszta jest zagłębiona w ziemi. Wchodzimy do środka. Padające przez szpary słonce oświetla wnętrze. Na kamiennych ścianach  widać starodawne  symbole wykute w skale. Różdżki wykazują całkowita neutralność miejsca. Czujemy spokój i cisze. Jest czysto. Próbujemy wyobrazić sobie jak takie niestrzeżone miejsce wyglądałoby w Polsce. Brrrr.
Ruszamy dalej docierając do miejsca uznawanego przez badaczy ze niegdysiejsze centrum całego zespołu megalitow w Carnac. To rodzaj muzeum. Teren jest ogrodzony, a za wejście trzeba zapłacić. Decydujemy się . Dochodzimy do „Le Grand Menhir Brise”, czyli  „Wielkiego  Złamanego  Menhiru”  lub „Kamienia czarownicy” ( wg. autora książki „Megality Świata” p. Zygmunta Krzaka) . To niekoronowany król menhirów , najwyższy  w Europie, niestety od stuleci  zwalony i rozbity na cztery części.
Żaden z kronikarzy historii nie widział go w całości , co wskazuje, ze upadek menhiru nastąpił w bardzo dawnych czasach, a spowodować go mogło jakieś trzęsienie ziemi lub piorun.
Oglądamy olbrzyma  z odległości dwóch metrów. Kolejny plotek chroni do niego dostępu. Menhir jest naprawdę ogromny. Gdyby stal mierzyłby  23 metry wysokości, a jego łączna waga   wynosiłaby 350 ton. Ma blisko 5 metrów grubości.
Kilkanaście metrów  dalej  jeden z najsłynniejszych tumulusów  Bretanii zwany „Stołem Kupców” (The Tables of the Marchands) lub „Er Grah”, cały zakryty kopcem usypanym z kamieni. Wnętrze udostępnione jest do zwiedzania. Środek jest dużo większy niż „Mane Lud”, a jedna ze ścian pokryta jest tajemniczymi wyżłobieniami, układającymi się we wzór. Na jednej ze ścian widać inne symbole. Mały napis  ostrzega, ze dotykanie ścian jest zabronione, ale nie możemy się powstrzymać  i razem z Kasia dotykamy zimnego kamienia, który był świadkiem niewyjaśnionych  historii.
Według naukowców  miejsce to wraz ze wspaniałym tumulusem na pobliskiej wysepce Gavrinis ( niestety nie zdołaliśmy tam dotrzeć) i alejami Carnac tworzy całość  służącą jakiemuś wspólnemu celowi. Za jego centrum uznaje sie właśnie menhir i tumulus „Er Grah”.
Atmosferę tego miejsca psuje bliskość  zabudowań  Locmariaquer,  które zaczynają się  kilkanaście metrów od ogrodzenia terenu.
Dwa dni później,  na trasie Carnac- Erdeven-Quiberon,  obok miejscowości Kerzerho odkrywamy przepiękne aleje z menhirów,  tuz obok szosy. Stoją w kilku rzędach  na szerokości 60 metrów, ciągnąc się ( jak zapewnia folder turystyczny) na długości 2 km  i licząc kilkanaście tysięcy kamieni ( „several thousand stones”) . Menhiry sa wielkie i możemy poruszać się pomiędzy nimi bez przeszkód .To miejsce, do którego jak na razie tłumy nie docierają. Razem z nami ogląda je tylko para starszych turystów niemieckich.
To oczywiście również fragment całego kompleksu megalitow Carnac.
Dotykam szorstkiej powierzchni menhirów.  Pokrywają je porosty, podobne do naszych w Węsiorach, Odrach, Leśnie  i  Grzybnicy. Teren jest porośnięty spalona słońcem żółta trawa. Różdżki („hiszpanki”) stoją jak zaklęte. Żadnego ruchu, żadnej wyczuwalnej energii.
I tak, przez 100 metrów, które pokonujemy w palącym słońcu  idąc alejami. Mam nieodparte wrażenie, ze te wielkie megalityczne aleje w jakiś sposób porządkują energetycznie cały rejon, kierując i koncentrując energie w  miejsca, gdzie stoją  wysokie pojedyncze menhiry. Zawracamy i dostrzegamy obok samochodu niepozorny drewniany drogowskaz, który  kieruje nas do  „Geant de Kerzerho”. Blisko za  ścianą wysokich zarośli, obok dwóch drzew dostrzegamy stojący samotnie wysoki na jakieś 5 metrów menhir.  Inny olbrzym leży zwalony na boku tworząc niby stół dla mitycznych gigantów. W pobliżu stoją jeszcze trzy duże menhiry.
Różdżka potwierdza moje wcześniejsze przypuszczenia. To właśnie „Olbrzym z Kerzerho”  skupia okoliczna   energie.
Po kolejnych dwóch dniach, opuszczamy gościnną, piękna Bretanie, kierując się nad Loarę.
Jestem zadowolony, bo udało mi się zobaczyć megality Bretanii, czyli  zrealizować jedno z mych marzeń.  Było to jednak TYLKO oglądanie, bo na szersze ich poznawanie  np. nocą w czasie  pełni i przesileń nie starczyło już czasu.
    Zachęcam wszystkich  miłośników megalitow do odwiedzenia Bretanii i tamtejszych megalitow. Morbihan to region  kwitnących hortensji ( wysokich na dwa metry !)  i  wszechobecnych  megalitów. Służę pomocą  i rada oraz  czekam na ewentualne pytania i opinie.

 Wojtek  Arciszewski    Tczew

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

1.  zdjęcia własne autora  za wyjątkiem tumulusu Er-Grah,

2. umiejscowienie osób z mojej rodziny na tle megalitow nie wynikało z próżności,

lecz  stworzenia punktu odniesienia dla zobrazowania wielkości menhirów ;-)))


 

aktualne fazy księżyca aktualności co się dzieje na naszej gwieźdźie
stat4u